Tegoroczna Izerska Wielka Wyrypa była
jubileuszową, piątą edycją tej rewelacyjnej imprezy. Dla mnie
również była poniekąd jubileuszowa, czwarta, oznaczająca, że właśnie
mijają trzy lata od kiedy zacząłem bawić się w imprezy na
orientację i w całe to bieganie. Druga Izerska Wielka Wyrypa w 2011
roku to pierwsze zawody (nie licząc czasów szkolnych), w których
(za namową Pawła) wystartowałem. Baza zawodów znajdowała się
bardzo blisko tegorocznej - w okolicach Lubania, również biegaliśmy
po Lubańskim Wielkim Lesie. Życie zatoczyło pętlę. To dobra
okazja do tego, aby na chwilę się zatrzymać i przyjrzeć, co się
przez te trzy lata zmieniło, co zostało takie samo, co zyskałem
ale i co straciłem przez bieganie. No to zacznijmy od początku...
niedziela, 31 sierpnia 2014
wtorek, 19 sierpnia 2014
O trudnej sztuce nazywania. Z przymrużeniem oka ;-)
Imię. Każdy z nas jakieś ma. Jedni lubią swoje imię bardziej, inni mniej. Czasami rodzice poświęcają na wybranie imienia długie dni i tygodnie, czasami wybór jest przypadkowy. Czasami z wyborem wiąże się jakaś historia (mamusia chciała takie, tatuś takie, a babcia ich pogodziła przekonując do takiego...). Czasami jest trochę zabawna (mamusia chciała Malwinkę, ale to tatuś poszedł do urzędu i wyszła Martynka) albo mniej zabawna jak historia dziewczynki w pewnym domu dziecka, która zarejestrowana została przez, delikatnie mówiąc, mocno nietrzeźwego tatusia, jako Łukasz.
poniedziałek, 14 lipca 2014
Człowiek vs. Maszyna czyli długa relacja z długiego maratonu.
![]() |
| Mapa trasy. Źródło: www.maratongorstolowych.pl |
Postanowiłem wystartować kolejny raz
w Maratonie Gór Stołowych, który niepostrzeżenie w czasie między
zapisami a startem zmienił się w SuperMaraton Gór Stołowych tyjąc
o kilka kilometrów długości i kilkaset metrów podbiegów.
Postanowiłem ułożyć plan przebiegnięcia go w czasie poniżej
sześciu godzin. Oto co z tego wyszło.
poniedziałek, 7 lipca 2014
Półroczne sprawozdanie biegowe - życiówki, toi-toje i inne historie.
Jak to zwykle na przełomie czerwca i
lipca ciągle słyszę: "Jedrzej, oddałeś już sprawozdanie?"
i "Panie Jędrzeju, do końca tygodnia należy oddać
sprawozdanie." oraz "Jędrzej, pamiętasz? Czekam na
sprawozdanie. Pośpiesz się, bo mnie naciskają." Otrzymuję
nawet maila: "Przypominam, przesłanie raportu z
przeprowadzonych zajęć i kopii materiałów dydaktycznych na płycie
CD jest podstawą wypłaty wynagrodzenia...."
O co im wszystkim chodzi? Nie
wystarczy, że pracuję? Jeszcze mam się chwalić i tłumaczyć: Co?
Jak? Kiedy? Po co? Ile? No jak trzeba, to trzeba. Piszę te wszystkie
sprawozdania, raporty, podsumowania i myślę sobie, że skoro tak mi
to dobrze idzie, może machnę jeszcze półroczne sprawozdanie biegowe
albo biegowo-rowerowo-pływające? To przynajmniej zrobię z
przyjemnością.
czwartek, 3 lipca 2014
Jak to Jędrzej bajka fitował...
"Na tri bajk musi być dobrze
zfitowany!" to jedna z pierwszych prawd dotyczących triatlonu
jakie poznałem, zaczynając się interesować tym sportem. O co
chodzi? Prawdopodobnie o to, że triathlon wygrywa się na etapie
rowerowym, który jest najdłuższą i naszybszą częścią całej
zabawy. Im lepiej dobrany, dopasowany rower i
pozycja rowerzysty, tym więcej można zyskać oszukując opory
powietrza i unikając niepotrzebnych strat w przekładaniu siły
mięśni na prędkość roweru. W momencie gdy dowiedziałem się,
że w tym triathlonie, na który się zgłosiłem, także (o dziwo!)
jest etap rowerowy pomyślałem, że przygotowanie do tego etapu
będzie chyba najtrudniejsze. Oprócz tego pomyślałem: "Po co
Ci to było? Może się jeszcze wycofasz? Oj, Jędrzeju, bieganie ci
już nie wystarcza, ledwo kilka biegów zaliczyłeś a już chcesz
nowe dziwactwa próbować?" I: "Co za pomysł z tym
pływaniem na początku, cud będzie jak do etapu rowego dotrwasz, nie topiąc
się w tej Malcie." Ale mając długą i czasami owocną
praktykę w niesłuchaniu takich myśli, zająłem się kwestią
roweru.
środa, 25 czerwca 2014
KarkonoszMan, czyli o co (mi) chodzi w S(up)PORCIE?
Zostałem Supportem. A nawet „Official Supportem”. A Helena
została “official car”. No dobrze, Helena to trochę po znajomości i
nieoficjalnie, ale ja oficjalnie całkiem, chociaż również po znajomości. Ale za
to jakiej znajomości! Samego Krasusa Karkonoszmana, Człowieka z Żelaza,
Trójkołamacza… itd, przydomków nie zliczysz.
Dlaczego o tym piszę?
Chyba dlatego, że supportowanie w Karkonoszmanie było jest i
będzie, oprócz zbliżającego się debiutu w Triathlonie i oddalających się Mistrzostw
Polski w Skyrunningu na Biegu Marduły, najważniejszą imprezą tego sezonu. A
konkurencja jest poważna. O tym debiucie na tri myślę regularnie kilka razy w
tygodniu od jesieni. Z Mardułą, hmm… gdy mój udział zawisł na włosku, prawie
się z żalu popłakałem. Jednak Karkonoszman to zupełnie inna liga – nie mogę traktować
tego, jako startu, bo nie startowałem, nie ma mojego nazwiska na liście
uczestników. Nie musiałem steresować się przed startem, spinać pośladów na
podjazdach, dobywać resztek sił na podbiegu na Śnieżkę. A jednak czuję, jakby
sukces Krasusa, jego czasy na każdym etapie to były trochę moje czasy, pamiętam
je lepiej niż wiele wyników własnych startów z tego sezonu. Ba, pamiętam także
czasy Bo, którą supportował Wybiegany, i mimo, że to Wielkowyścigowa rywalka
Krasusa to dopingowałem ją z całych sił. Na marginesie, w Wielkim Wyścigu nie
chodzi przecież zupełnie o rywalizację, jeśli już, to tylko ze sobą.
czwartek, 27 lutego 2014
Po co mi to było? - czyli Złoto dla Zuchwałych. A właściwie brąz.
27 lutego
Po krótkiej porannej rundce na rowerze (zamiast kawy), biorę
prysznic, patrzę, a na nodze strup. Wielki, w miarę świeży, ale skąd się wziął…
a…. już pamiętam, Złoto dla Zuchwałych. I nagle mnie olśniewa – kolejny raz w
tym tygodniu pomyślało mi się: „…a… już pamiętam, Złoto dla Zuchwałych…”
23 lutego
Budzę się rano i nagle wpada mi do głowy szalony pomysł –
wstanę. Próbuję wprowadzić chytry plan w życie, a tu nic, ciało nie działa.
Próbuję ruszyć nogą, skrzypi kręgosłup, chcę się odwrócić, trzeszczą stawy,
podnoszę głowę, napierdziela miednica. Co ja wczoraj robiłem że się tak
zepsułem? A… już pamiętam, Złoto dla Zuchwałych. Po co mi to było? Cytując klasykę - sameś tego
chciał, Grzegorzu Dyndało.
niedziela, 5 stycznia 2014
Plany na 2014 rok
Początek roku to dla sportowców czas
planowania kolejnego sezonu – startów, treningów odpoczynków...
Od niedługiego czasu zacząłem uważać się za sportowca –
biegacza, stąd pomysł zaplanowania po raz pierwszy biegowego
sezonu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
